Aktualności

Garrincha - Radość Ludu. Niezwykłe losy jednego z najlepszych piłkarzy w historii.

Garrincha - Radość Ludu
Mane Garrincha
Niesamowicie inspirującą i tragiczną zarazem opowieść o legendarnym brazylijskim napastniku przedstawia Adam Czubak - autor bloga: Adamus Sports Blog


Na świecie jest wielu piłkarzy, którzy inspirują młodzież. Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Neymar, Luka Modrić, Andres Iniesta, Robert Lewandowski czy Kylian Mbappé przyprawiają o zachwyt miliony ludzi. Czołowi zawodnicy świata pokazują, że ciężką pracą można sięgnąć gwiazd. Jednak historia tego zawodnika swą dramaturgią przebija wszystkie inne piłkarskie historie. Jest to opowieść o kimś, kto teoretycznie nie miał prawa grać w piłkę nawet na poziomie rekreacyjnym, a pomimo tego został dwukrotnym mistrzem świata oraz jednym z najlepszych piłkarzy w historii Brazylii i futbolu w ogóle. Można o nim napisać scenariusz filmu na miarę Oscarów, można pokazać go jako kogoś, kto nie miał nic, potem zdobył wszystko, a mimo to skończył marnie. Nazywał się Manuel Francisco dos Santos, ale był znany jako Garrincha.

____________________________________________________________________

S
zukasz klubu, a  nie masz menedżera? Potrzebujesz pomocy lub chcesz wypromować swój klub? >> ZAREJESTRUJ SIĘ I STWÓRZ SWOJE SPORTOWE PORTFOLIO! - Sprawdź co możemy dla Ciebie zrobić.

____________________________________________________________________


Garrincha urodził się 28 października 1933 w Pau Grande, małym miasteczku w regionie Mage, stan Rio de Janeiro. Od początku miał w życiu pod górkę. Jego ojciec był alkoholikiem, nałóg, który on sam później odziedziczy. Manuel miał też spore problemy, a wręcz anomalie, fizyczne. Jego lewa noga była złamana w kolanie, które "uciekało" do środka, natomiast prawa noga była o sześć centymetrów krótsza, a kolano "uciekało" z kolei na zewnątrz. Kręgosłup Brazylijczyka był tak krzywy, że przypominał literę "S". Garrincha miał też problemy natury mentalnej. Podczas pewnego zgrupowania kadry Brazylii zawodników poddano testom na inteligencję. Garrincha oblał dwa testy, uzyskując wyniki poniżej poziomu uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej...



Pomimo takich problemów, Garrincha osiągnął wielkie sukcesy piłkarskie. Jednak filigranowy, bo mierzący zaledwie 169cm, zawodnik musiał trochę czekać na szansę w poważnej piłce. W wieku raptem 14 lat rozpoczął pracę w lokalnej fabryce, która posiadała także malutki klubik, Esporte Club Pau Grande. Garrincha był istną gwiazdą tej drużyny i w 1953 roku inna fabryczna drużyna, Serrano, zaoferowała młodemu piłkarzowi grę w klubie w zamian za jedzenie oraz napoje. Mane Garricha przystał na te warunki, ale po 3 miesiącach wrócił do Pau Grande, lecz nie na długo. W tym samym roku miał testy w Vasco do Gama oraz Fluminense, które odrzuciły go z powodu jego niskiego wzrostu oraz przeróżnych deformacji ciała. Przyjęto go natomiast w Botafogo, gdzie na testach ośmieszał lewego obrońcę reprezentacji Brazylii Niltona Santosa. Ten zabrał Garrinchę do gabinetu prezesa, aby podpisno z nim kontrakt, gdyż Nilton nie chciał już nigdy grać przeciwko temu młodemu chłopakowi z Pau Grande.

Na początku Garrincha grał w rezerwach Botafogo. Debutował w meczu z Bonsucesso, wszedł przy stanie 1-2 dla rywala, strzelił hat-tricka i poprowadził swój zespół do wygranej 6-3. Istne wejście smoka! Niedługo potem Garrincha został absolutną gwiazdą pierwszego zespołu, a w 1955 zadebiutował w reprezentacji Brazylii w meczu przeciwko Chile. Zanim jednak zagrał dla Brazylii miał już ofertę z Juventusu w 1954 roku, lecz do przenosin na Stary Kontynent ostatecznie nie doszło.

W roku 1957 Garrincha poprowadził Botafogo do mistrzostwa stanu Rio de Janeiro, strzelając 20 bramek w 26 meczach. Dzięki swojej formie został powołany na Mistrzostwa Świata w 1958 r. w Szwecji. Podczas przygotowań do turnieju, Garrincha strzelił jedną z najbardziej spektakularnych bramek w swojej karierze. W spotkaniu przeciwko Fiorentinie, Garrincha wpadł z piłką w pole karne, przedryblował 3 obrońców i bramkarza. Jeden z obronćow starał jeszcze odebrać mu piłkę, jednak Mane i jego "wysłał po bułki do sklepu", po czym wszedł z piłką do pustej bramki. Kibice Fiorentiny, pomimo stanu 0-4 dla Brazylii, wiwatowali przy tym trafieniu. Niestety w sieci można odnaleźć jedynie końcową fazę tej niezwykle efektownej bramki:



Ekscentryczne popisy Garrinchy nie podobały się zbytnio trenerom reprezentacji Brazylii, którzy preferowali europejską, bardziej poukładaną grę. Garrincha zagrał dopiero w trzecim, ostatnim meczu grupowym przeciwko ZSRR. W tym meczu miał wystąpić też młodziutki Pele, który przeciwko Austrii oraz Anglii także nie grał. W pierwszych minutach meczu z Rosjanami Pele i Garrincha przestawili się światu, raz po raz wchodząc w pole karne rywali. W fazie pucharowej obydwaj byli już podstawowymi zawodnikami Canarinhos. Brazylia zdobyła Mistrzostwo Świata pokonując Szwedów w finale. Podczas mistrzostw Garrincha nie był do końca świadomy ich formatu. Gdy zawodnicy ZSRR opuszczali hotel po odpadnięciu z turnieju, Mane nie wiedział kim oni są. Dowiedziawszy się, że to Rosjanie był zdziwiony, że nie będzie rewanżu...

Po mundalu zaczeły się kłopoty Garrinchy. Pił coraz więcej, miał problemy z nadwagą, przez którą nie zagrał w meczu z Anglią w 1959 roku. Poleciał natomiast ze swoim klubem do Szwecji, gdzie... spłodził dziecko nieznajomej. W tym samym roku chciał go pozyskać Real Madryt; hiszpański klub był pod wrażeniem jego gry podczas tournee Botafogo po Europie. Z powrotem w Brazylii, pijany Garrincha rozjechał autem swojego ojca, ale na szczęście go nie zabił. Gdy został złapany przez mieszkańców swojego miasteczka, nie miał świadomości co w ogóle się stało. Potem jego żona urodziła ich piąte dziecko (miał ich już dwójkę przed podpisaniem kontraktu z Botafogo). Później, na domiar złego, zmarł jego ojciec. Jedyne pozytywy z tamtego okresu, to dwukrotne mistrzostwo stanu Rio de Janeiro w 1961 oraz 1962 roku, no i oczywiście mundial w 1962.

Właśnie Mistrzostwa Świata w 1962 roku, rozgrywane w Chile, były szczytem jego kariery. Pojechał do Chile pomimo nadwagi i wcześniej wymienionych problemów. Brazylia była faworytem imprezy, ale oczy całego świata były zwrócone na Pelego. To właśnie 21-letni napastnik Santosu miał zostać największą gwiazdą turnieju, a Garrincha tylko jednym z jego dziesięciu partnerów na boisku. Los chciał jednak inaczej. W drugim meczu fazy grupowej Pele doznał kontuzji i nie mógł kontynuować swojego udziału w mistrzostwach. Wtedy Mane zrozumiał, że to jego kolej, by zostać numerem 1 w kadrze Canarinhos. Od tamtego momentu turniej należał do Garrinchy; strzelał, asystował, błyszczał w każdym aspekcie gry. Po raz pierwszy, ale i ostatni zarazem, był prawdziwym liderem. W półfinale z gospodarzami dostał czerwoną kartkę, jednak nie został zawieszony na finał przeciwko Czechosłowacji, w którym zagrał pomimo bardzo wysokiej gorączki. Brazylia obroniła tytuł mistrzowski, a Garrincha zdobył nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju oraz został królem strzelców.



Rok 1962 wydawał się idealny dla tego magicznego zawodnika. Niestety, okazał się on początkiem końca Garrinchy. Pod koniec sezonu Mane Garrincha doznał poważnej kontuzji. Zamiast leczyć się u lekarzy, postanowił posłuchać się znachora co, jak można się domyślić, nie wyszło mu na dobre. Jego kariera zaczeła się sypać. Jednakże, nie tylko kontuzje były temu winne. W życiu Mane pojawiła się kolejna kobieta, popularna piosenkara Elza Soares z którą wdał się w romans. Był to wielki skandal obyczajowy w Brazylii, gdyż od 1952 Garrincha był żonaty, a w dodatku miał osiem córek. Para otrzymywała pogróżki, ludzie ich obrażali, obrzucali pomidorami i jajkami. W 1965 roku Garrincha ostatecznie odszedł od żony, aby rok później poślubić Elzę.

Kariera piłkarska w międzyczasie powoli zmierzała ku końcowi. Garrincha był albo kontuzjowany albo nietrzeźwy, a często i jedno i drugie. W końcu w 1966 roku Botafogo sprzedało idola publiczności do Corinthians. Trzy lata wcześniej, w 1963 r., mogło dojść do niepowtrazalnego transferu. Brazylijczyk miał trafić do Włoch, gdzie zagrałby po jednym sezonie dla Interu, Milanu oraz Juventusu - odwieczni rywale chcieli podzielić się jednym z najlepszych piłkarzy na śwecie! Sytuacja niewyobrażalna w dzisiejszych czasach... Garrincha do Włoch jednak nie pojechał, pojechał za to na mundial 1966. Pomimo braku formy oraz regularnej gry, junta wojskowa zadecydowała, że bohater poprzednich mistrzostw musi pomóc Brazylii w kolejnym turnieju. W pierwszym meczu przeciwko Bułgarii Garrincha trafił do siatki rywali. Był to wspaniały gol, rzut wolny zmieniający trajektorię lotu. Bramkę strzelił także też Pele. Dla Garrinchy i Pelego był to ostatni wspólny mecz dla Brazylii oraz jedyny, w którym obydwaj strzelili bramki. W następnym meczu Brazylia przegrała 1-3 z Węgrami. Trudno uwierzyć, ale była to pierwsza porażka Garrinchy w barwach Brazylii i zarazem ostatni jego mecz w reprezentacji. Brazylia, już bez najlepszego zawodnika poprzedniego mundialu, zagrała jeszcze jeden mecz - z Portugalią i odpadła z turnieju już w fazie grupowej. Dla reprezentacji swojego kraju rozegrał 50 oficjalnych spotkań, strzelając w nich 12 bramek, z czego aż 5 na Mistrzostwach Świata. Ma na końcie też co najmniej 10 nieoficjalnych gier oraz 5 strzelonych goli.

W 1967 roku Garrincha był w Portuguesie Sao Paulo, gdzie nie wystąpił w żadnym meczu, tak samo jak w Fortalezie na początku 1968. Natomiast w tym samym roku był jeszcze w kolumbijskim Atletico Junior oraz Flamengo. W obydwu zespołach rozegrał po jednym spotkaniu. W 1969 r., nadal będac piłkarzem Flamengo, zdarzyła się największa tragedia w życiu tego człowieka. 13 kwietnia spowodował wypadek samochodowy, w którym zginęła matka Elzy Soares, a sama Elza, Mane oraz córka Elzy zostali ranni. Jakiś czas po wypadku, były reprezentant Brazylii próbował popełnić samobójstwo. Garrincha nie mógł pogodzić się z tym co zrobił. Przestał też grać dla Flamengo. W 1971 roku miał trafić do Red Star FC z Paryża, by w następnym roku powrócić na krótko do gry w barwach Olaria, ale po tym, jak został dziadkiem, zrezygnował w gry w piłkę, gdyż dziwnie się z tym czuł na boisku. 19 grudnia 1973 roku, na słynnej Maracanie odbył się pożegnalny mecz Garrinchy. Drużyna FIFA, złożona głównie z Argentyńczyków i Urugwajczyków, zagrała z reprezentacją Brazylii, do której na ten mecz wrócili Pele oraz Carlos Alberto. Garrincha rozegrał większość pierwszej połowy, po czym sędzia zatrzymał mecz, aby 131 tysięcy zgromadzonych kibiców mogło oddać hołd legendzie brazylijskiego futbolu. Garrincha zrobił rundę wokół boiska, po czym zniknął w tunelu prowadzącym do szatni.

Garrincha i Pele w kadrze Brazylii oraz już po latach świetności. Kiedy występowali razem na boisku, reprezentacja Brazylii nigdy nie przegrała!



Gdy zabrakło piłki, Mane robił to, co kochał najbardziej poza futbolem, czyli pił alkohol. Jednak w 1976 roku jego ciągłe picie ustało na jakiś czas. Powodem tej zmiany był jego syn, którego Mane nie miał prawa widywać, jeśli był pod wpływem alkoholu. W następnym roku doszło do separacji pary; Elza miała już dość ekscesów męża, szczególnie gdy ten ją uderzył. Garrincha był od tamtej pory kompletnie sam. Nie miał wsparcia od byłych kolegów z boiska, czy brazylijskiej federacji. Nie miał też Elzy, z którą w końcu się rozwiódł w 1982 roku. Od końca roku 1982 były gwiazdor światowej piłki zaczął totalnie gasnąć, leżąc w szpitalu ośmiokrotnie ciągu 12 miesięcy.

20 stycznia 1983 roku, w wieku raptem 49 lat, Manuel Francisco dos Santos zmarł na marskość wątroby. Ten wspaniały zawodnik przegrał walkę z własnymi słabościami. Zabiły go alkohol oraz wieczne imprezy. Jego procesja pogrzebowa z Maracany do Pau Grande przyciągnełą milony ludzi, a wóz strażacki, gdzie znajdowała się trumna z ciałem została obsypana ogromną ilością kwiatów. Na jego grobie widnieje napis:

"Tu spoczywa ten, który był radością ludu - Mane Garrincha. Dziękujemy Garrincha za to, że żyłeś".

Do tamtej chwili nie było w historii piłki takiego piłkarza, którego kibice każdej drużyny kochali tak bardzo. On jednoczył ludzi, był zwykłym, bardzo prostym chłopakiem z prowincji, który osiągnął niesamowity sukces. Był jedyny w swoim rodzaju; w tygodniu wracał do Pau Grande, aby pokopać piłkę ze starymi znajomymi, poimprezować, a potem jechał do Botafogo na raptem jeden, góra dwa treningi w tygodniu. Na dwa dni przed meczem był zazwyczaj pijany, następnego dnia leczył kaca, a w meczu i tak był zawsze najlepszy (oczywiście przed 1963 rokiem). Nie zależało mu na sławie, często nie miał pojęcia przeciwko komu gra. Ważne było dla niego, aby robić z piłką co chce i dobrze się bawić. Potrawił ograć każdego przeciwnika. Pewna angielska gazeta napisała o nim w 1962 roku, że to: "Tom Finney, Stanley Matthews oraz zaklinacz węży w jednym". Kolega z kadry, Djalma Santos mówił, że Garrincha to "piłkarska odpowiedź na Charliego Chaplina", natomiast według Pelego był on najlepszym skrzydłowm jakiego kiedykolwiek widział. To Garrincha jest autorem jednego z najpiękniejszych gestów fair play w piłce nożnej. W 1960 roku podczas meczu z Fluminense, był sam na sam z bramkarzem. Jednak zauważywszy, że jeden z obrońców Flu jest kontuzjowany, wybił piłkę na aut. Od tamtego momentu na całym świecie piłkarze czynią tak, jak Garrincha prawie 60 lat temu.



Niestety, nie można jednak powiedzieć o nim, że był materiałem na wzór dla młodzieży. Garrincha był nieodpowiedzialnym alkoholikiem, kobieciarzem, miał co najmniej czternaścioro dzieci, z czego duża część spoza małżeńskiego łoża, a także spowodował wypadek samochodowy z ofiarą śmiertelną. Był niczym dziecko, tylko w ciele dorosłego mężczyzny. Za to podziwiać go można jako człowieka, który mimo fizycznych anomalii ciała, bez wysoko rozwiniętej medycyny w tamtych czasach, z tak niskim IQ, wszedł na piłkarski szczyt szczytów. W głosowaniu FIFA na Najlepszego Piłkarza XX wieku zajął siódme miejsce, został wybrany do Drużyny XX wieku oraz do Najlepszej Drużyny Mistrzostw Świata w historii. Nawet teraz nie słyszymy o tak niezwykłych przypadkach fizjologicznych jakim był Garrincha, pomimo, że w dzisiejszych czasach dzięki technologii łatwiej jest przezwyciężać różne ograniczenia ciała. Garrincha był tylko jeden.



Według wielu Brazylijczyków był lepszy od samego Pele, jego imieniem są nazwane stadiony Esporte Clube Pau Grande oraz obiekt finału Mistrzostw Świata 2014 w Brazylii. Na Maracanie szatnia gości nosi imię Pelego, natomiast gospodarzy - Garrinchy. A to drużyna gospodarzy jest oczywiście bliższa sercu kibiców. Niech to będzie najwymowniejszą ilustracją tego, kim był Garrincha. Mane Garrincha był Radością Ludu. Już prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy kogoś takiego jak on.

Adam Czubak

______________

Autor tekstu prowadzi na facebooku Adamus Sports Blog o tematyce piłkarskiej. Zachęcamy do polubienia fanpage'a oraz do śledzenia zamieszczanych tam materiałów.


Dołącz do nas
Najnowsze zdjęcia

2019-04-24 05:31

2019-04-19 12:22
Premium

2019-03-31 15:10

2019-03-25 19:11