Aktualności

Korona Kielce kontra Grzegorz Rasiak - czyli jak NIE powinno się reprezentować piłkarzy.

Oskar Sewerzyński - fot. 400mm.pl
Oskar Sewerzyński - fot: 400mm.pl
Komentarz dotyczący zamieszania przy podpisaniu nowego kontraktu przez Oskara Sewerzyńskiego ze swoim macierzystym klubem.


Dużym echem w mediach odbiła się ostatnio informacja na temat konfliktu pomiędzy działaczami Korony Kielce z byłym reprezentantem Polski Grzegorzem Rasiakiem, obecnie agentem piłkarskim, reprezentującym  Oskara Sewerzyńskiego, o którego kontrakt toczył się spór. Kurz po całym zamieszaniu już nieco opadł, ale warto wrócić do tego tematu jako przestrogi, bo temat niby zakończony, ale sam zawodnik na pewno nie wyszedł z tej sytuacji bez strat.

____________________________________________________________________

S
zukasz klubu, a  nie masz menedżera? Potrzebujesz pomocy lub chcesz wypromować swój klub? >> ZAREJESTRUJ SIĘ I STWÓRZ SWOJE SPORTOWE PORTFOLIO! - Sprawdź co możemy dla Ciebie zrobić.

____________________________________________________________________


Już na samym początku agent piłkarza popełnił kardynalny błąd, bo powinien zadbać przede wszystkim o to, żeby ta sprawa  nie przedostała się do mediów – dla dobra piłkarza, oczywiście. Negocjacje mają to do siebie, że lubią ciszę gabinetów, a nie medialny szum. Niestety, stało się inaczej, a to nie jedyny  błąd, a co - gorsza nie największy.

Zacznijmy od tego, że Korona, chciała zgłosić 17-letniego Oskara Sewerzyńskiego do rozgrywek w Ekstraklasie, co dla tak młodego zawodnika jest ogromną szansą. Jednak, aby Oskar mógł być zgłoszony do rozgrywek zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami musiał podpisać z Koroną nową umowę, bo na warunkach poprzedniej nie mógłby występować na najwyższym szczeblu rozgrywek. I Korona faktycznie zaproponowała podpisanie takiej umowy. A oto co zaproponowała Korona, co agent miał nazwać "bandycką propozycją":








 



 



 



Dla agenta reprezentującego zawodnika warunki zaproponowane przez klub były nie do przyjęcia. Może i faktycznie nie są to kwoty powalające, szczególnie jeśli chodzi o progresywność kontraktu w kolejnych latach, ale w końcu po to piłkarz ma menedżera, żeby takie kwestie umiejętnie negocjować, a tego elementu w tym przypadku ewidentnie zabrakło. Nie wiemy jak na tę kwestię zapatrywał się sam piłkarz, ale zakładamy, że wspólnie uzgodnili własną propozycję kontraktu, którą przedstawiono Koronie:




I tu zaczęły się kłopoty, bo oprócz w/w warunków dla samego piłkarza, które z kolei wydają się być wygórowane jak dla 17-letniego zawodnika, który dopiero zgłasza swoje aspiracje do gry w Ekstraklasie, agent dodatkowo zawarł klauzulę o prowizji dla... siebie  w wysokości 30 tysięcy złotych. Sęk w tym, że według obowiązujących przepisów, agent reprezentujący zawodnika nie może pobierać prowizji za niepełnoletniego zawodnika, ani zapewnić jej sobie w przyszłości:

"Zabrania się uiszczania przez Zawodnika niepełnoletniego lub Klub jakichkolwiek opłat na rzecz Pośrednika w związku z zawarciem Kontraktu lub umowy transferowej Zawodnika niepełnoletniego lub zaciągania zobowiązań dotyczących uiszczenia jakichkolwiek opłat na rzecz Pośrednika w związku z zawarciem takiego Kontraktu lub Umowy transferowej w przyszłości. Naruszenie niniejszego postanowienia skutkować będzie odpowiedzialnością dyscyplinarną, zgodnie z postanowieniami Regulaminu Dyscyplinarnego PZPN".  /UCHWAŁA PZPN III/42/

Co gorsza, tej propozycji nie złożył osobiście, tylko wysłał podobno mailem. Takie kwestie powinno się ustalać osobiście w zaciszu gabinetu, ale jeśli akurat nie można osobiście (Pan Rasiak w tym czasie przebywał zagranicą), to przed wysłaniem jakichkolwiek dokumentów warto najpierw je przedstawić choćby telefonicznie.

Władze Korony po otrzymaniu takiej propozycji natychmiast zagroziły przesunięciem Oskara do juniorów i zamiast dostać szansę gry w Ekstraklasie groziło mu co najmniej pół roku, a nawet półtora (do końca umowy) grania z rówieśnikami, co nie byłoby korzystne dla jego dalszego rozwoju.  Tym bardziej, że z relacji doświadczonych zawodników, którzy mieli okazję grać i trenować z Oskarem, w ogóle nie było widać, że to tak młody zawodnik i że w porównaniu ze starszymi kolegami od samego początku nie odstawał poziomem.

Cała rozmowa z Grzegorzem Rasiakiem na antenie Weszło.fm:



Ostatecznie sprawa znalazła swoje szczęśliwe, wydawałoby się, zakończenie.  Do akcji wkroczyli rodzice Oskara i  utalentowany zawodnik podpisał kontrakt z Koroną na warunkach jakie zaproponował zarząd klubu. Wydaje się, że to w ówczesnej sytuacji jedyne mądre wyście. Ale skąd wątpliwości? Otóż stąd, że na pewno można było dla zawodnika ugrać więcej. Nie znamy warunków ostatecznej umowy i na jak długo została finalnie podpisana, ale po całym zamieszaniu agent zawodnika zapewne musiał zrezygnować ze swoich warunków i przyjęto warunki przedstawione przez klub.

Oświadczenie Oskara Sewerzyńskiego zamieszczone na stronie Korony Kielce:



Cała sprawa zapewne rozeszłaby się po kościach i nie odbiła się aż tak szerokim echem w mediach, gdyby nie ta nieszczęsna klauzula 30 tysięcy prowizji dla menedżera za zawodnika, który nie skończył jeszcze 18 lat. Ewidentnie wyszła na pierwszy plan chęć szybkiego zarobku na młodym zawodniku i brak doświadczenia, żeby nie rzec… amatorszczyzna.  Dość żenujące było słuchanie tłumaczeń agenta, że ta klauzula była zawarta tylko po to, żeby posunąć negocjacje do przodu,  a tak naprawdę to on tych pieniędzy nie chciał i na pewno by ich od klubu nie wziął. Smutne w tym wszystkim jest to, że z piłkarzem związał się całkiem niedawno i mówimy o wychowanku klubu, więc zbyt wielkiej pracy agenta w tym przypadku mowy być nie mogło. Co innego, gdyby piłkarzem były zainteresowane inne kluby i agent negocjowałby ostateczne warunki pozostania Sewerzyńskiego w klubie macierzystym, a tak nie było. Korona po prostu zaproponowała kontrakt swojemu wychowankowi, którego wyszkoliła i chciała właśnie skorzystać z usług chłopaka, w którego przez lata inwestowała. Co prawda takie sytuacje oczywiście się zdarzają, że menedżer bierze pieniądze za perspektywicznego młodzieżowca, ale warunek jest jeden – musi być on pełnoletni. Najgorsze było w tym wszystkim to, że agent na żywo w radiu bardzo nieumiejętnie próbował wyjaśnić tę sytuację, a przecież można było, zamiast brnąć głębiej, bardzo szybko i sprytnie wyjść z tej niezręcznej sytuacji, zachowując przy tym twarz. Oczywiście nie zdradzę jak powinien był się zachować Pan Rasiak, bo nie jestem... menedżerem  agenta Rasiaka ;)

Sprawą zainteresował się również sam Prezes PZPN Zbigniew Boniek, ale nie wydaje się, żeby miało się skończyć na jakichś dotkliwych konsekwencjach dla którejkolwiek ze stron konfliktu. W końcu do zapłaty tej klauzuli ostatecznie nie doszło, a sam agent, jako były reprezentant Polski pewnie, po starej znajomości, jakoś się w tej sprawie z PZPN-em dogada i sprawa zostanie wyciszona. Niestety, niesmak jednak pozostanie i pewnie przez jakiś czas jeszcze będzie się za menedżerem ciągnął, co będzie zapewne miało wpływ na zawieranie umów z kolejnymi piłkarzami przez agencję GR Sport. W tej potyczce po prostu zwycięzców brak. Miejmy tylko nadzieję, że ta sprawa nie będzie rzutowała na dalszy rozwój kariery utalentowanego zawodnika w macierzystym klubie, bo papiery na grę na wysokim poziomie ten chłopak ewidentnie posiada:



Tomasz Bąk

 


Dołącz do nas
Najnowsze zdjęcia

2019-05-21 00:54
Premium

2019-05-19 12:59
Premium

2019-05-17 18:12
Premium

2019-05-08 11:50